Niewiele osób nie zastanawia się specjalnie nad tym, co je. Większość ludzi traktuje jedzenie jako pewną fizjologiczną konieczność, która można sobie czasem urozmaicić zjedzeniem czegoś niestandardowego – i tyle. Jest jednak takie stare, proste przysłowie: “jesteś tym, co jesz”. Dosłownie i w przenośni – nie tylko bowiem nasze ciało składa się w 100% z materii, która przeszła wcześniej przez nasz żołądek, ale także nasz stan psychiczny wiąże się bardzo ściśle z naszą dietą.
Mając to na uwadze, trudno jest lekceważyć znaczenie prawidłowej diety. Nie chodzi tu nawet wyłącznie o jej wartości odżywcze czy odpowiednie urozmaicenie, ale także o jej biologiczną czystość. Jak bowiem wiemy, żyjemy w czasach zaawansowanej inżynierii gastronomicznej, w której konsumujemy już nie potrawy, a produkty: zaprojektowane, wyprodukowane, zapakowane. Na każdym etapie najważniejsze jest tu oczywiście nie zdrowie konsumenta, tylko ekonomia. To ona wyznacza priorytety produkcji żywności.
Dlatego coraz trudniej jest odnaleźć na półkach coś, co jest w pełni naturalne. W zasadzie w każdym produkcie spożywczym z typowego sklepu odnaleźć można większe lub mniejsze ślady substancji, których jeszcze sto lat temu ziemia praktycznie nie znała. Oczywiście można próbować tego unikać – nigdy jednak nie będziemy całkowicie bezpieczni.
Wielu nazywa obecny stan rzeczy “wielkim eksperymentem” – co na przykład, jeśli spożywane przez nas substancje wpływają negatywnie na nasze geny? Nie mówię tu o silnych uszkodzeniach, a raczej o nieznacznym wpływie, który uwidacznia się dopiero po którymś pokoleniu…